Kiedy zaszłam w ciążę, pracowałam w szpitalu na internie. Lubiłam ten staż, chociaż praca nie była lekka. Po kilku dniach od "dodatniego wyniku testu ciążowego" przytrafiła mi się reanimacja mojego pacjenta, na szczęście zaraz ktoś przyszedł i mnie zmienił. Ratując chorego nawet nie pamiętałam o ciąży. Ale mój błogosławiony stan powoli dawał się odczuć - poranne mdłości i niemożność jedzenia śniadań niepokoiły mnie i mojego zatroskanego męża.
Dzięki pompie insulinowej udawało mi się jakoś zachowywać cukry w normie, pomimo braku śniadań. Niestety nie było idealnie, czasem ok. 11.00 zjadłam mikro śniadanie i np. zapomniałam dać bolusa z pompy, albo dałam zbyt mało insuliny i wtedy cukier podnosił się do max. 200. Każdy taki cukier był moją porażką. Dlatego mierzyłam cukier bardzo często, przed posiłkiem, 1h po i 2h po. Czasem w ciągu dnia wychodziło, że przez 7-8h mierzyłam cukier co godzinę.
W 6-7hbd zaczęło spadać zapotrzebowanie na insulinę. Przed ciążą bolusy + baza wychodziły razem ok. 30j/dobę. Zapotrzebowanie zmniejszyło się do ok. 16j/dobę, po czym znowu zaczęło powoli rosnąć.
Odkryłam, że jeśli jednak zjem śniadanie pomimo mdłości to te bardzo szybko mijają i już w pracy mogę funkcjonować. Więc po krótkim okresie "niejedzenia śniadań" zaczął się okres "jedz ile się da na śniadanie". Jadłam ok. 6-7WW na śniadanie i po jakimś czasie dawałam sobie właśnie 7-9j insuliny na samo śniadanie. To po kilku tygodniach znowu musiało się zmienić, ponieważ zauważyłam, że mam wysokie cukry 1h po śniadaniu (160-200), które potem spadają mi poniżej 60 po 3-4 godzinach. Zaczęła się tzw. insulinooporność w ciąży...
To chyba był mój największy problem: wysokie cukry po posiłkach, który zaczął się od około 5 miesiąca ciąży do końca. Bardzo się starałam wyliczyć wszystkie WW i WBT, dobrać odpowiedni kalkulator bolusa w pompie i nadal efekt był średni. :( Cukry nadal nie były zadowalające, jeśli zdarzyło się, że miałam cukier 1-2h po śniadaniu poniżej 140 to skakałam z radości, a tak było około co drugi dzień. Tylko czy aż co drugi dzień? Nie wiem.
Jak już przeszłam na zwolnienie lekarskie w 6 miesiącu ciąży to starałam się być bardzo aktywna.
Stwierdziłam, że skoro nawet jeśli zjem na śniadanie 2-3WW i cukry nadal są wysokie, a potem spadają to trzeba pomóc insulinie wejść do komórek. Jedyny sposób jaki znałam to ruch.
Dlatego zaraz po śniadaniu robiłam sobie 20-minutowy spacer do kościoła na Mszę. Msza trwała ok. 40 min, więc w sam raz na odpoczynek. Potem znowu szłam do domu, czasem na zakupy jeszcze. I to był strzał w dziesiątkę! Jak już przychodziłam do kościoła - to było około 1h po śniadaniu, cukier miałam około 110. Potem mierząc cukier już w domu miałam około 60-70. Bardzo się cieszyłam tym moim "odkryciem".
I jeszcze jedno. Zawsze starałam się mieć cukier w granicach 80-60 przed posiłkiem. Po prostu czekałam czasem pół godziny, czasem nawet do godziny aż cukier 120 zejdzie do 60 i wtedy zjem śniadanie czy obiad.
Pod koniec ciąży miałam zapotrzebowanie w ilości około 80j/dobę.
cdn.
Dzięki pompie insulinowej udawało mi się jakoś zachowywać cukry w normie, pomimo braku śniadań. Niestety nie było idealnie, czasem ok. 11.00 zjadłam mikro śniadanie i np. zapomniałam dać bolusa z pompy, albo dałam zbyt mało insuliny i wtedy cukier podnosił się do max. 200. Każdy taki cukier był moją porażką. Dlatego mierzyłam cukier bardzo często, przed posiłkiem, 1h po i 2h po. Czasem w ciągu dnia wychodziło, że przez 7-8h mierzyłam cukier co godzinę.
W 6-7hbd zaczęło spadać zapotrzebowanie na insulinę. Przed ciążą bolusy + baza wychodziły razem ok. 30j/dobę. Zapotrzebowanie zmniejszyło się do ok. 16j/dobę, po czym znowu zaczęło powoli rosnąć.
Odkryłam, że jeśli jednak zjem śniadanie pomimo mdłości to te bardzo szybko mijają i już w pracy mogę funkcjonować. Więc po krótkim okresie "niejedzenia śniadań" zaczął się okres "jedz ile się da na śniadanie". Jadłam ok. 6-7WW na śniadanie i po jakimś czasie dawałam sobie właśnie 7-9j insuliny na samo śniadanie. To po kilku tygodniach znowu musiało się zmienić, ponieważ zauważyłam, że mam wysokie cukry 1h po śniadaniu (160-200), które potem spadają mi poniżej 60 po 3-4 godzinach. Zaczęła się tzw. insulinooporność w ciąży...
To chyba był mój największy problem: wysokie cukry po posiłkach, który zaczął się od około 5 miesiąca ciąży do końca. Bardzo się starałam wyliczyć wszystkie WW i WBT, dobrać odpowiedni kalkulator bolusa w pompie i nadal efekt był średni. :( Cukry nadal nie były zadowalające, jeśli zdarzyło się, że miałam cukier 1-2h po śniadaniu poniżej 140 to skakałam z radości, a tak było około co drugi dzień. Tylko czy aż co drugi dzień? Nie wiem.
Jak już przeszłam na zwolnienie lekarskie w 6 miesiącu ciąży to starałam się być bardzo aktywna.
Stwierdziłam, że skoro nawet jeśli zjem na śniadanie 2-3WW i cukry nadal są wysokie, a potem spadają to trzeba pomóc insulinie wejść do komórek. Jedyny sposób jaki znałam to ruch.
Dlatego zaraz po śniadaniu robiłam sobie 20-minutowy spacer do kościoła na Mszę. Msza trwała ok. 40 min, więc w sam raz na odpoczynek. Potem znowu szłam do domu, czasem na zakupy jeszcze. I to był strzał w dziesiątkę! Jak już przychodziłam do kościoła - to było około 1h po śniadaniu, cukier miałam około 110. Potem mierząc cukier już w domu miałam około 60-70. Bardzo się cieszyłam tym moim "odkryciem".
I jeszcze jedno. Zawsze starałam się mieć cukier w granicach 80-60 przed posiłkiem. Po prostu czekałam czasem pół godziny, czasem nawet do godziny aż cukier 120 zejdzie do 60 i wtedy zjem śniadanie czy obiad.
Pod koniec ciąży miałam zapotrzebowanie w ilości około 80j/dobę.
cdn.
Komentarze
Prześlij komentarz